Poniżej pozwalam sobie zamieścić krótki referat mojego skromnego autrostwa, traktujace o Chłędowskim i jego "Pamiętnikach". Referat był generalnie pisany na potrzeby szkolne - dlatego przepraszam z góry za różne uproszczenia i przemilczenia, które mogły sie wkraść z tego powodu.
Poniższy referat chciałbym poświęcić osobie Kazimierza Chłędowskiego. Jest to on autorem dość znanych „Pamiętników”, doskonale opisujących realia Galicji i cesarskiego Wiednia w 2. poł. XIX w.
Chłędowski pochodził z niezbyt zamożnej szlacheckiej rodziny z okolic Jasła. Urodził się w 1843 r., jego ojciec był właścicielem niewielkiego folwarku. W swoich „Pamiętnikach” opisuje on całą swą drogę życiową, od nauki w Dukli, Nowym Sączu i Krakowie począwszy. Potem Chłędowski przez krótki czas pracuje w Krakowie, skąd przenosi się do Lwowa, aby zostać urzędnikiem Namiestnictwa. Następnie, w 1881 r. Chłędowski dostaje posadę w Ministerstwie dla Galicji w Wiedniu. Tam powoli pnie się po kolejnych szczeblach urzędniczej kariery, aby w końcu jesienią 1899 r. na kilka miesięcy zostać ministrem dla Galicji. Były to czasy dużych zawirowań gabinetowych, toteż ministerium Chłędowskiego było raczej tymczasowe i trwało tylko do stycznia 1900 r., gdy przeszedł on na emeryturę. Wtedy też kończą się jego „Pamiętniki”. Aż do wybuchu Wielkiej Wojny Chłędowski podróżował (zwłaszcza do Włoch). poświęcając się sztuce, o której później pisał dosyć popularne w okresie międzywojennym ksiązki (szczególnie o historii sztuki włoskiej). Nasz bohater nie wrócił do odbudowanej Polski, zmarł w Wiedniu w 1920 r.
Jak wielu innych pisarzy Chłędowskiego nie da się „zaszufladkować”. Pozytywizm w literaturze w Galicji nie występował, choć u omawianej postaci dają o sobie znać poglądy pozytywistyczne, wykształcone lekturą Buckle’a i Spencera. W żadnym razie nie jest on „młodopolakiem”, zwłaszcza że ta kategoria obejmuje dość wąską grupę artystów powiązanych z secesją, właściwie nie ma wśród nich pisarzy. Chłędowski, będąc politykiem, znawcą sztuki i literatem, nie może zostać przydzielony do żadnej z tych kategorii.
Same „Pamiętniki” są bezcennym źródłem informacji. Autor opisuje tak znane postacie jak np. Smolka, obaj Gołuchowscy (ojciec i syn), bracia Badeni, Ziemiałkowski, Dunajewski czy bp Puzyna. Jego uwagi są tym cenniejsze, że większość tych osób znał osobiście. Ale na kartach „Pamiętników” przewijają się też dziesiątki innych postaci ze świata lwowskiego i wiedeńskiego. W ten sposób powstaje obraz świata C.K. elit z czasów fin de siecle’u. Nie jest to obraz wesoły, widzimy świat zbankrutowanej arystokracji, dorobkiewiczostwa i karierowiczostwa, świat moralnie gnijący, ruinujący się na giełdzie i w kasynach oraz pogrążony w prywatnych animozjach i intrygach. Wyłania się kiepski obraz najwyższych postaci w państwie, walczących o synekury i przychylność żydowskiej plutokracji, kontrolującej prasę. Choć Chłędowski niewielu ludzi wprost potępia, to wśród opisanych przez niego postaci zaledwie parę można uznać za uczciwe, kompetentne i szlachetne.
Szczyt kariery Chłędowskiego przypada na okres dużych zawirowań politycznych (w l. 1895-1900 działało 5 gabinetów). Wtedy też miały miejsce dwuletnie rządy premiera-Polaka, Kazimierza Badeniego. Chłędowski jest tym okresem szczytu polskich wpływów w Austrii bardzo zawiedziony, zwłaszcza że to Badeni nakręcił spiralę późniejszych kryzysów rządowych. W tym czasie jedyną osobą trwającą i utrzymującą wszystko w całości jest Cesarz, z którym Chłędowski jako szambelan i minister parokrotnie rozmawiał. Franciszek Józef należy do niewielu osób, które nasz bohater darzy autentycznym szacunkiem i podziwem. Szczególnego znaczenia nabierają tu słowa, które Cesarz powiedział do Badeniego: „Wszyscy mnie opuszczają. Tylko wy, Polacy, jesteście jeszcze wierni”. Biorąc pod uwagę panslawizm Czechów, separatyzm Węgrów i wszechniemieckie dążenia austriackich Niemców, była to prawda.
Obok polityki, Chłędowski dużo pisze o swoich licznych podróżach (Włochy, Paryż, Kongresówka, Anglia, Szwecja, Konstantynopol) i jeszcze liczniejszych romansach, które opisuje dość szczegółowo – trudno się dziwić, że kazał wydać „Pamiętniki” dopiero 30 lat po swojej śmierci. Nasz bohater był żonaty, jednak po kilku latach jego żona (Stefania z d. Tabęcka) zmarła, a drugi raz się nie ożenił.
„Pamiętniki” dają też obraz poglądów politycznych Chłędowskiego. Łatwo zobaczyć jego młodzieńczą fascynację pozytywizmem, potem stopniowo konserwatywnieje. Nasz bohater nie jest antyklerykałem, ale nie waha się przed zaczepkami wobec Kościoła, potępia też „krakowską dewocję”. Stanowczo odrzuca romantyzm – nie ma złudzeń wobec powstania styczniowego, widzi też, że oderwane od rzeczywistości emigranckie stronnictwa doprowadzą kraj do zguby. Z tych względów, popiera galicyjskich konserwatystów (stańczycy i podolacy), choć o większości ich przywódców ma niskie mniemanie. Chłędowski zdecydowanie odrzuca socjalizm, choć podziwia Daszyńskiego jako dobrego mówcę. W Wiedniu z całą mocą widzi walkę dwóch wielkich stronnictw: niemieckiego, drobnomieszczańskiego i chrześcijańskiego (z przywódcą dr. Karlem Luegerem) przeciw socjalistyczno-liberalnemu, wspieranemu przez Żydów. Z żadnym z nich Chłędowski (jako Polak) się nie utożsamia, natomiast dostrzega tragiczny fakt: żadne ze stronnictw nie dba o dobro Monarchii, ale o interesy partykularne (rodzinne, grupowe, klasowe, narodowe), natomiast pośrodku tego chaosu stał Cesarz, którego Chłędowski podziwia i szanuje jako jedynego troszczącego się o państwo.
Nasz bohater jest niechętny Żydom i ich rosnącym wpływom. W Wiedniu zdaje sobie sprawę, że to oni – trzymający się razem, solidarni, dysponujący większą częścią kapitału i przez prasę kształtujący opinię – mają wielki wpływ na losy państwa, a naciskając na Katarzynę Schratt, dysponują wpływem na samego Cesarza. Jednak mimo tych poglądów, Chłędowski przyjaźni się z wieloma Żydami – zarówno poznanymi w młodości, jak i członkami elit wiedeńskich.
Kazimierz Chłędowski umarł poza Polską, nie był też wielkim artystą czy pisarzem. Wydaje mi się jednak, że warto przez pryzmat jego poglądów i losów spojrzeć na los Polaków pod zaborami – w Austrii nie był on zły, a dla naszych przodków wrogiem nie był Wiedeń, ale Rosja oraz rodzący się nacjonalizm rusiński. Galicja wciąż jest w cieniu Królestwa i Wielkopolski, a jej doświadczenia pod zaborami są marginalizowane na rzecz martyrologii pod pruską szpicrutą i moskiewską nahajką. Lecz właśnie Chłędowski i jego wielkie, a trochę zapomniane dzieło dają nam wgląd w realia kulturalne, społeczne polityczne Galicji i całej Monarchii. Dlatego naprawdę warto je przeczytać i pamiętać o ich autorze.
Zapraszam do dyskusji!
_________________ "Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."
K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
Co do "Pamiętników" Chłędowskiego powiem tylko że autor nie potraktował w nim swoich bliźnich zbyt dobrze. Ostro się po nich przejechał, w prawie każdym znalazł coś złego. Rzadko znajdzie się ktoś o kim Chłędowski wyrażałby się pozytywnie.
Odwrotnie niż inny słynny pamiętnikarz Marian Rosco Bogdanowicz. Ten w swoich "Wspomnieniach" przeważnie o ludziach pisze życzliwie, szczególnie o tych wysoko urodzonych. Komiczne jest porównanie co o tych samych ludziach piszą ci dwaj. U Bogdanowicza prawie każdy to mądry, szlachetny, pełen cnót itp, zaś u Chłędowskiego ten sam człowiek jest głupi, niekompetentny, pijak, dziwkarz, aferzysta. Klasyczny przykład to p. Alfredowa Potocka. Wg Chłędowskiego okropna baba, u Bogdanowicza mądra, dostojna, taktowna, opiekuńcza, nieledwie bogini(drugim takim bogiem zostaje później FJI).
Oczywiście, który w swoich pamiętnikach jest bliższy prawdy nie podejmuję się oceniać. Pewnie, jak zwykle, "prawda leży pośrodku"(nie cierpię tego oklepanego zwrotu).
Oto co na temat Chłędowskiego powiedział Alfred Wysocki(1873-1959), dziennikarz i dyplomata a także pamiętnikarz:
W ministerstwie pozostawił po sobie opinię sumiennego pracownika bez żadnej inicjatywy, bojącego się własnego cienia. Ten mały, cichy, niepozorny, jakby zgaszony człowieczek przeceniał w duchu zarówno swoje zalety dobrego urzędnika jak i ogólne zdolności, a biczowało go stale przeświadczenie, że go nikt przez zawiść nie uznaje i wszyscy czują się wyżsi i lepsi od niego. Bolał go zapewne także brak powodzenia u kobiet. Pisząc więc pamiętniki wyładowywał przede wszystkim wieloletni ciężar złości i pretensji do ludzi, z którymi miał do czynienia. Kreślił przy tym z lubością swój własny wizerunek wyrastający wysoko ponad wszystkich, obraz pana możnego i wszechwładnego, padyszacha rzucającego do woli jedwabną chustę na poddające mu się z rozkoszą hurysy!
Takim chciał być Chłędowski, a nie był. I tu, moim zdaniem, należy szukać przyczyn tak ogromnej różnicy między treścią wielu ustępów pamiętnika a istotną prawdą.
Tyle Alfred Wysocki który znał osobiście Chłędowskiego. Oczywiście, nie jestem w stanie powiedzieć czy Wysocki mówi prawdę i czy jego opis Chłędowskiego jest prawdziwy. Ale dość dobrze wyjaśnia zjadliwość "Pamiętników" jako zemstę niedocenionego człowieka na swoich współczesnych. Choć z drugiej strony Chłędowski nie był taki znowu bardzo niedoceniony, przynajmniej w życiu zawodowym - zakończył swoją karierę jako minister dla Galicji a to nie byle co. Może miał większe aspiracje?
Niesamowite!! Przepraszam za dygresję ale ten Kazimierz nosi panienskie imie mojej matki, ktorej rodzina pochodzi z tamtych okolic!! Patrze na wikipedii a bratanek Kazimierza nosi imie mojego prapradziadka !! Walenty Chłędowski to moj prapradziadek!! Przepraszam za tego posta lecz nie moge pojac takiego zbiegu okolicznosci!!
Po pierwsze Kazimierz Chłędowski nie miał bratanków bo nie miał braci. Miał tylko jedną siostrę Sewerynę(wyszła za Romana Jabłonowskiego). Sam Kazimierz zaś nie miał dzieci.
Po drugie, Walenty nie był jego bratankiem tylko stryjem. Mógłbyś pochodzić od niego ale... Jest jeden problem. Żona owego Walentego zmarła zaledwie po kilku miesiącach małżeństwa. Walenty nie ożenił się ponownie i umarł bezdzietnie. Tak przynajmniej pisze Kazimierz Chłędowski w swoich "Pamiętnikach".
Kazimierz Chłędowski miał jeszcze jednego stryja Adama. Ten Adam miał jednego syna Ludwika żonatego z hr. Pfaffenhoffen. Jego dzieci(dwaj synowie i córka) nosili nazwisko Pfaffenhoffen-Chłędowski. Starszy syn Ludwika, też Ludwik, miał tylko jedną córkę. Młodszy syn Ludwika, Kazimierz miał tylko dwie córki. Także i tu więc Chłędowscy po mieczu wymarli.
Zatem albo pochodzisz nie z tych Chłędowskich albo z tych ale trzeba by głębiej zajrzeć do genealogii Chłędowskiego - do dziadka i pradziadka albo i jeszcze dalej. Kazimierz Chłędowski wspomina o swoim dziadku ze strony ojca Sewerynie ale nic nie mówi czy miał on braci.
Tutaj problem dzieki, ze mnie uswiadomiles bo jak zobaczylem, ze wszystko na pierwszy rzut oka sie zgadza... Na wikipedii musi byc blad bo wlasnie tez tak tam pisalo
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach