Dołączył: 24 Sie 2006 Posty: 328 Skąd: Stadt Danzig
Wysłany: 2008-12-13, 14:50
W dniu 6 września 1914 roku jeden z najbardziej aktywnych prorosyjskich popów – Maksym Sandowycz wyraził więzieniu głęboką radość z powodu świeżego zdobycia Lwowa przez Rosjan wznosząc przy tym okrzyki na cześć cara Mikołaja. Tym razem jednak przeciągnął strunę, gdyż w nowej rzeczywistości wojennej taki akt był oczywistym dowodem nielojalności obywatelskiej i zdrady państwa i jako taki bezdyskusyjnie podlegał bezdyskusyjnie karze śmierci.
--
Tu akurat sie z Panem nie zgadzam. To nie tylko 'powazne uchybieie', ale po prostu Justizmord
http://www.beskid-niski.pl/index.php?pos=/lemkowie/biografie/maksym
A rację przyznaję Panu w kwestii dot. traktowania dezerterów, to , co 'wyrabiało" dowództwo francuskie to istny horror - ale horror przemilczany, jak to w politycznie poprawnej historiografii, która piszą zwycięzcy.
_________________ "..generatio preterit, generatio advenit, nihilsque permanens est sub sole"
Tak!
W kategoriach prawnych być moze był to Justizmord! Zwłaszca w czasie pokoju, jednak w warunkach wojennych bylo to raczej uchybienie, bio sprawa nie mogla mieć innego finału.
Gdyby nawet zwolano sąd wojenny - nic nie uratowałoby Maksyma Sandowycza, gdyz jego postępek w pelni wyczerpywal znamiona czynu przestępczego:
"Kto w warunkach wiojny, lub stanu wiojennego dziala na korzyść wroga oslabiając obronnoiść państwa zerzac sabotaż, dywersje, lub prowadzi dzialanośc wywiadowcza na rzecz wrogiego państwa podlega kazrze śmierci".
Dołączył: 24 Sie 2006 Posty: 328 Skąd: Stadt Danzig
Wysłany: 2008-12-15, 19:21
Juliusz Bator napisał/a:
"Kto w warunkach wiojny, lub stanu wiojennego dziala na korzyść wroga oslabiając obronnoiść państwa zerzac sabotaż, dywersje, lub prowadzi dzialanośc wywiadowcza na rzecz wrogiego państwa podlega kazrze śmierci".
zaden z powyższych -NIE wystąpil w omawianym kazusie, tak wiec -niestety była to zwykła zemsta + próba zastraszenia miejscowej ludności prawosławnej
_________________ "..generatio preterit, generatio advenit, nihilsque permanens est sub sole"
Działalność Maksyma Sandowycza wystarczająco wyczerpywała omówiony przeze mnie punkt, ponieważ:
1) Bezspornym jest że całkowicie świadomie i dobrowolnie udał się do Ławry Poczajowskiej, która była ośrodkiem dywersji ideologicznej i politycznej skierowanej przeciw monarchii Franciszka Józefa i że z gorliwością i chęcią przyjmował tam poglądy i nauki godzące w interes i integralność monarchii austro-węgierskiej. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że politycznymi patronami tego religijnego ośrodka byli: hrabia, Bobrinski (późniejszy carski „namiestnik” Galicji oraz rosyjski generał Iwanow.
2) Bezsporne jest, że Maksym, Sandowycz po powrocie w granice monarchii głosił nieustannie poglądy godzące w interalność i obronność Monarchii:
a) Uznając, że car Mikołaj jest jedynym prawowitym władca wszystkich ludzi mówiących ruska mowę.
b) Głosząc, że misja Rosji jest zebranie wszystkich prawosławnych ziem ruskich i wyzwolenie ich spod panowania łacinników.
c) Grożąc prawosławnym Łemkom wiecznym potępieniem, jeśli skierują broń przeciw swoim rosyjskim współbraciom.
Ponieważ każdemu, a wiec i Sandowyczowi było wiadome, ze Rosja jest obcym mocarstwem wrogim, Ausatro-Węgrom, zaś nawoływanie do zjednoczenia całej Rusi pod berłem godzi w integralność monarchii, gdyż musi się skończyć oderwaniem od niej należącego do niej kraju – nie ma najmniejszej wątpliwości, że Maksym Sandowycz swoją działalnością polityczną szkodził interesom monarchii austro-węgierskiej, dążył do oderwania jej części i osłabienia jej obronności.
Trzeba tez jasno powiedzieć, ze, choć każdy z wymienionych wyżej poglądów miał wg. Sandowycza charakter religijny, to jednak żaden z nich nie jest kanonicznym dogmatem prawosławia i że z punktu widzenia monarchii nie były to poglądy religijne, ani dzialaność religijna, lecz polityczna i wroga.
3) Nie ulega tez żądnej wątpliwości ze Maksym Sandowycz dowiedziawszy się o upadku Lwowa wyraził publicznie swoja radość z powodu klęski monarchii Franciszka Józefa i ze publicznie życzył wojskom cara Mikołaja dalszych sukcesów, – co w pełni wyczerpało przytoczona przez mnie okoliczność. Kto warunkach wojennych wyraża radość z powodu sukcesów wroga i życzy mu powodzenia, ten jest w sposób oczywisty zdrajcą swojego państwa (nie ulega wątpliwości, ze Maksym Sandowycz był obywatelem austro-węgierskim, a nie rosyjskim) i podlega najsurowszym represjom?
----------------------------------------------
Nie jest prawda, że władze austriackie prześladowały kiedykolwiek jakakolwiek religie, a w tym i prawosławie z powodów dogmatycznych, czy kultowych. Tuz przed I Wojna Światową bez żadnych przeszkód ze strony władz wzniesiono np., piękną cerkiew murowana w porcie Kotorze tuz przy granicy z Czarnogórą, zaś żadnemu z Serbów, Rusinów ani Rumunów nie zabraniano i nie utrudniano praktykowania prawosławia.
Władze monarchii nie mogły jednak biernie przyglądać się szerzeniu wrogiej propagandy politycznej odzianej w religijne przebranie ani tolerować wezwań do nieposłuszeństwa obywatelskiego i działania na korzyść przeciwnika.
Jakkolwiek jest prawda, ze w swoim mniemaniu Maksym Sandowycz i jemu podobni byli męczennikami za wiarę, to jednak nie zmienia faktu, iż z punktu widzenia prawa obowiązującego w monarchii C i K dopuścili się zdrady stanu i to było powodem ich stracenia.
Same hagiografie św. Maksyma Gorlickiego wcale zresztą nie kryją jego poglądów i gloszonych przez niego haseł, ale do dziś je powtarzają i rozpowszechniają w rozmaitych broszurach i czasopismach. Opis żywota św. Maksyma kończą z reguły jego ostatnimi słowami, iż ginie za „Wiarę prawosławną i świętą, zjednoczoną Ruś”. A w jaki to sposób owa święta Ruś miała zostać zjednoczona, jeśli nie przez przyłączenie wschodniej Galicji i Zakarpacia do państwa carów kosztem, Austro-Węgier.
Ze względu na wierność swoim poglądom i osobiste męstwo można uznać Maksyma Sandowycza za bohatera oddającego życie za sprawę Rosji i jej władcy, ale nie można widzieć w nim niewinnej ofiary ginącej bez powodu.
Dołączył: 24 Sie 2006 Posty: 328 Skąd: Stadt Danzig
Wysłany: 2008-12-15, 21:39
Juliusz Bator napisał/a:
Nie ulega tez żądnej wątpliwości ze Maksym Sandowycz dowiedziawszy się o upadku Lwowa wyraził publicznie swoja radość z powodu klęski monarchii Franciszka Józefa i ze publicznie życzył wojskom cara Mikołaja dalszych sukcesów
o ten jeden punkt chodzi, gdyż to on stal się powodem zamordowania późniejszego Świętego - pod warunkiem, że istotnie miał miejsce- co twierdzi raczej tylko strona austriacka.
Jednak nawet, gdyby M. Sandowycz istotnie wyraził publicznie radość ze zwycięstw wojsk rosyjskich , to nadal nie jest to powód do pozbawienia kogokolwiek życia (ani to sabotaż, ani dywersja).
Jakkolwiek wiem,ze takie przypadki się niestety zdarzały.
_________________ "..generatio preterit, generatio advenit, nihilsque permanens est sub sole"
Tak twierdzi nie tylko strona austriacka, lecz również i współcześni hagiografowie świetego. Dlaczego więc mamy im nie wierzyć i umniejszać odwagę Maksyma Sandowycza, aby tylko zrobić z niego ofiarę?
Twierdzisz , że nie byl to powód do pozbawiania go życia?!
Byc może z dzisiejszego punktu widzenia tak, ale na pewno był to wystarczajacy powód z punktu widzenia państwa walczacego o przetrwanie i podzielały go całe rzesze zwykłych, lojalnych poddanych monarchii Austro-węgierskiej w tamtych czasach.
Dołączył: 24 Sie 2006 Posty: 328 Skąd: Stadt Danzig
Wysłany: 2008-12-16, 20:30
Juliusz Bator napisał/a:
Twierdzisz , że nie byl to powód do pozbawiania go życia?!
tak twierdzę, gdyż prawdę mówiąc mało mnie interesuje punkt widzenia ,jakiegokolwiek (!), państwa w sytuacji, gdy rękami swych przedstawicieli wywleka ludzi już osadzonych w wiezieniu i ich zabija.
a jacyz hagiografowie twierdza, iz zostal rozstrzelany (bez sadu!) za objawy radosci w zwiazku z zajeciem Lwowa przez Rosjan???
Pisza oni ,ze juz podczas(!) egzekucji ,,,:
Na rozkaz wystrzelono z karabinów. Po pierwszej salwie, usuwając się na ziemię, Maksym zdążył zawołać: "Naj żywe rusky narod i prawosławna wira". (Według innych przekazów, jego ostatnie słowa brzmiały: "Da żywet Światoje Prawosławije...") Rannego świaszczennika dobito strzałem z pistoletu w głowę (jak nakazywał przepis dotyczący zabijania skazańców). Z więziennych okien, na egzekucję, patrzyli więźniowie, w tym ojciec Tymoteusz i brzemienna żona Pelagia. Ciało o. Maksyma zostało pogrzebane bez kapłana na skraju gorlickiego cmentarza, pod ogrodzeniem.
(cyt. z zalinkowanej wyzej strony Beskid Niski)
_________________ "..generatio preterit, generatio advenit, nihilsque permanens est sub sole"
Nie chcę dyskutować, bo prawdę mówiac nie ma o czym.
Nie ma żadnej watpliwości, że Maksym Sandowycz działał juz od paru dobrych lat przed wojna na szkode monarchii prowadzac wroga propagandę zmierzajacą do oderwania części państwa, ktorego byl obywatelem celem przyłaczenia jej do carskiej Rosji, której nie był poddanym, ani obywatelem. Już za to samo należąło mu sie w czasie pokoju cieżkie wiezienie, zaś za podobną działaność (obojętnie skuteczna, czy nieskuteczna) w czasie wojny z tężę Rosją - kula w łeb.
Można oczywiście dowodzic, że wyrok wykonano z pominieciem procedury prawnej, lecz w niczym by to nie zmienilo sprawy. Za głoszenie publiczne podobnych poglądów - każdy sąd poolowy, czy wojskowy wydałby wyrok śmierci w pięć minut, a wykonano by go w ciagu nastepnego kwadransa. I tak staloby sie nie tylko w CiK monarchii, ale w każdym innym państwie prowadzącym wojnę.
Żadne państwo nie postapiło by inaczej i wątpie czy inaczej postapilo by np. państwo polsike wobec podobnego zachowania swojego obywatela Niemca, gdyby na poczatku wojny wznosil okrzyki na cześć Hitlera i niedwuznacznie agitował za przyłączeniem części Rzeczypospolitej do III Rzeszy.
Maksymowi Sandowyczowi nikt nie kazał angażować sie w propagandę na rzecz wrogiego ASustro-Węgrom państywea, a taka byla agitacja prawosławna w jego wydaniu. Powinien pomysleć co mu grozi zwlaszcza, że miał cieżarną żonę. Jeśli nie odpowiadalo mu życie w monarchii Franciszlka Józefa, a chcial życ zgodnie z wlasnymi przekonaniami to mógł przecież nie wracać z Poczajowa i przyjąć na rosyjskiej ziemi carskie poddaństwo.
Wracając do siebie z zamiarem głoszenia tego co głosił świadomie naraził się na przesladowania i śmierć. Niwe ujmuje mu odwagi, ani nawet bohaterstwa, ale nie zmienia to faktu, że sam wyzywal los i zgotowal sobie koniec jaki go spotkał.
W momencie kiedy dla monarchii życie poświecały dziesiątki tysiecy ludzi - jej rząd nie mógł byc pobłażliwy dla swoich wewnętrznych wrogów i dla dzialań ktore mogły kosztować życie i zdsrowie wielu wiernych żółnierzy i narazić wspólne dobro na klęskę.
Dołączył: 24 Sie 2006 Posty: 328 Skąd: Stadt Danzig
Wysłany: 2008-12-17, 18:03
Juliusz Bator napisał/a:
Nie ma żadnej watpliwości, że Maksym Sandowycz działał juz od paru dobrych lat przed wojna na szkode monarchii prowadzac wroga propagandę zmierzajacą do oderwania części państwa, ktorego byl obywatelem celem przyłaczenia jej do carskiej Rosji, której nie był poddanym, ani obywatelem.
Są i to poważne wątpliwości, Pan myli dwa porządki- polityczny- państwowy i religijny; ale nawet w tym pierwszym, postępowanie władz wykraczało poza standardy odchodzącego XIX wieku (XIX w - w sensie historycznym rzecz jasna) - a szczególnie: zbrodnia wojenna , do której dopuszczono się wobec śp. Maksyma Sandowycza- (św. Maksyma Gorlickiego).
Przy czym , nie winię za to A-W jako takich- ale jej konkretnych przedstawicieli.
Juliusz Bator napisał/a:
Maksymowi Sandowyczowi nikt nie kazał angażować sie w propagandę na rzecz wrogiego ASustro-Węgrom państywea, a taka byla agitacja prawosławna w jego wydaniu
To właśnie przykład mylenia tych dwóch porządków. Duchowny prawosławny szerzył swoją wiarę, a że była to dominująca wiara aktualnego wroga A-W , jej przedstawiciele tak haniebnie postąpili. Szerzenie religii NIE jest działaniem na rzecz obcego państwa. Ci, którzy zamordowali M.Sandowycza wyprzedzili po prostu- o parę lat- epokę. Tę epokę, w której takie rzeczy zdarzały się często.
Polscy żołnierze w 1939 zabijali niemieckich cywili za konkretne , wrogie Polsce, CZYNY, a nie za słowa! (zakładając nawet, ze Sandowycz je wypowiedział) - Przeciwnego zdania byli jedynie autorzy filmu HEIMKEHR.
_________________ "..generatio preterit, generatio advenit, nihilsque permanens est sub sole"
Nasza dyskusja nie moze sie skończyć, ponieważ wyznajemy inne zasady i nie wuidze mozliwości znalezienia żadnego kompromisu.
Ja nie mylę dwóch porządków: religijnego i politycznego – natomiast niewątpliwie pomylił je Maksym Sandowycz, (jeśli je rzeczywiście pomylił) o chyba ty je też mylisz
Głoszenie, że:
1) car Rosji jest jedynym prawowitym przez Boga ustanowionym władcą wszystkich Słowian i wszystkich prawosławnych nie jest dogmatem religijnym ortodoksyjnego chrześcijaństwa, ale doktryna polityczna carskiej Rosji, a religia jest tu tylko powłoczką i uzasadnieniem zwyczajnego ekspansjonizmu.
2) Głoszenia na terenie Austro-Węgier, ze zbrodnią i grzechem jest zbrojny opór przeciwko carowi rosyjskiemu – było w przeddzień wojny z Rosją wyzwaniem rzuconym porządkowi państwowemu i zdradą stanu i państwo austro-węgierskie miało prawo karać śmiercią takie poglądy i hasła bez względu na to, kto je głosił – nawet gdyby je głosił zmartwychwstały Jezus Chrystus.
3) Wyrażanie radości z postępów militarnych wroga w czasie wojny jest zbrodnia przeciw państwu, którego się jest obywatelem, czy poddanym – nawet gdyby to miało podłoże religijne.
Jest też niezaprzeczalną prawdą, że:
1) Żadne państwo na świecie ( a zwłaszcza w czasie wojny)nie może tolerować zachowań (nawet uzasadnianych religijnie), które są zwrócone przeciw niemu.
2) W rozumieniu prawa państwowego takie działania, jakie podjął Maksym Sandowycz były zdrada stanu i zbrodnią główną.
3) Tępienie dywersantów, szpiegów, dezerterów i zdrajców jest w czasie wojny obowiązkiem każdego obywatela nawet, jeśli zaniedba się przy tym procedur sadowych, bo bezpieczeństwo państwa i dobro wspólne są w takiej sytuacji ważniejsze niż prawa jednostek.
4) Każda religia ma prawo do tolerancji i poszanowania ze strony państwa tylko wtedy, gdy szanuje jego bezpieczeństwo i porządek prawny. W przeciwnym razie nie jest traktowana jak religia, ale jak wroga ideologia i wroga propaganda.
W świetle tego wszystkiego nie ma co mówić o żadnej zbrodni wojennej, ze strony władz AW, a top tym bardziej, dlatego, ze w owych czasach istniało zupełnie inne pojecie praw człowieka niż obecnie. Zresztą i obecnie tępi się i represjonuje tz. Islamistów, którzy w walce ze światem zachodnim powołują się na prawdy religijne i padają oni ofiarą represji nawet wtedy, jeśli ich działalność przejawia się tylko słowach, a nie w czynach.
Wiedz tez, ze nie ma historii obiektywnej. Dla Ciebie np. Maksym Sandowycz jest świętym, bo uznajesz jego religijne racje i być może stanowią one dla Ciebie sacrum.
Dla mnie natomiast takie idee jak „ święta Ruś”, „car namiestnik Boga”, czy „Moskwa – trzeci Rzym” nie stanowią żadnego sacrum – natomiast jest nim: „Święta i niepodzielna Korona ś. Stefana”, zaś takie wartości jak: „Kultura europejska” i „Współistnienie i równouprawnienie narodów” są tysiąckroć ważniejsze i cenniejsze niż „zjednoczenie wszystkich Słowian pod egida narodu rosyjskiego”. Dlatego dla mnie Maksym Sandowycz był bez wątpienia dzielnym człowiekiem i godnym przeciwnikiem, lecz niewątpliwie wrogiem, którego należało unieszkodliwić w imię sprawy, która jego przeciwnicy uważali za słuszną, a i ja także uważam ją za słuszną i świętą. Nie wątpię tez, że gdyby przyszło mi żyć w latach I Wojny Światowej i gdybym był obywatelem monarchii AW w niej urodzonym i wychowanym - to broniłbym jej ze wszystkich sił przy pomocy wszystkich środków, jakie byłyby mi dostępne. I z pewnością bez żadnych wyrzutów sumienia demaskowałbym takich ludzi jak Maksym Sandowycz, a gdyby mi nakazano wziąć udział w jego egzekucji – nie miąłbym żadnych wyrzutów sumienia, bo wierzyłbym, ze likwiduję w ten sposób niebezpiecznego wroga, który zagraża mojej ojczyźnie, mojej rodzinie i wszystkim wartościom, w jakie wierzę.
Dołączył: 24 Sie 2006 Posty: 328 Skąd: Stadt Danzig
Wysłany: 2008-12-17, 20:46
Juliusz Bator napisał/a:
I z pewnością bez żadnych wyrzutów sumienia demaskowałbym takich ludzi jak Maksym Sandowycz, a gdyby mi nakazano wziąć udział w jego egzekucji – nie miąłbym żadnych wyrzutów sumienia, bo wierzyłbym, ze likwiduję w ten sposób niebezpiecznego wroga, który zagraża mojej ojczyźnie, mojej rodzinie i wszystkim wartościom, w jakie wierzę.
Jak juz sobie tak hipotetycznie i kontrfaktywnie rozmawiamy to powiem, iz ja takich ludzi nazywac bede zawsze zbrodniarzami
Juliusz Bator napisał/a:
Nasza dyskusja nie moze sie skończyć, ponieważ wyznajemy inne zasady i nie wuidze mozliwości znalezienia żadnego kompromisu.
a z tym akurat się zgadzam
kolega, jak widzę, jest do bólu panstwowotwórczy, ja zas poza panstwem dostrzegam inne wartosci.
_________________ "..generatio preterit, generatio advenit, nihilsque permanens est sub sole"
Niestety, nie cały wątek Sandowycza został przeniesiony do nowego tematu. Brakuje mianowicie mojej odpowiedzi na ostatnią kwestie poruszona przez Włodka.
Podaję ją, więc w skrócie:
1) Nie jestem, „państwotwórczy", bo żadnego państwa nie tworzę, ani mnie to nie interesuje, tylko po prostu praworządny i społecznie solidarny.
2) Moje stwierdzenie o tym, co bym zrobił gdybym był poddanym austro-wegierskim w czasie I Wojny Światowej odnosi się do każdej sytuacji tego typu. Gdybym np. urodził się jako Rosjanin i poddany cara i sprawa dotyczyłaby rosyjskiego dezertera, lub innego poddanego rosyjskiego, który działał w czasie wojny na rzecz wroga Rosji (np. Austro-Węgier) to zrobiłbym dokładnie tak samo. Gdybym zaś nie zgadzał się z polityką ówczesnej Rosji i byłbym od lat sympatykiem przeciwnej strony, to z pewnością postarałbym się opuścić granice imperium Romanowów i postarałbym się o inne obywatelstwo, ale nie prowadziłbym kreciej roboty przeciw państwu, którego jestem obywatelem, czy poddanym.
3) W żadnym prawie obrona konieczna nie jest zbrodnią, a likwidowanie dezerterów, zdrajców, dywersantów i sabotażystów jest w warunkach wojennych obroną konieczną.
4) Drażni mnie nieustanne mylenie pojęć: ofiara, bohater (męczennik) i poległy.
Wyjaśniam wiec, że:
a) Ofiara wojny to człowiek, który poddany jest represjom ( np. ze względów rasowych), zgładzony, lub zabity bądź przypadkowo w czasie działań (np. w wyniku bombardowania) i który nie ma żądnej możliwości, aby temu zapobiec.
b) Poległy to żołnierz, który strącił życie w wyniku działań zbrojnych, lub w związku z nimi (czasem stosuje się ten termin również do przedstawicieli zawodów wysokiego ryzyka, którzy stracili życie pełniąc swe obowiązki służbowe).
c) Bohater (męczennik), to osoba, która świadomie naraża się na niebezpieczeństwo utraty życia motywowana względami altruistycznymi, patriotycznymi, lub religijnymi. Bohaterstwo polega zawsze na pozytywnym i świadomym przekroczeniu obowiązków i oczekiwań względem takiej jednostki.
Nie jest możliwe, aby zginąć jednocześnie jako bohater i jako niewinna ofiara. Jest to logiczna sprzeczność.
Jeśli więc Maksym Sandowycz był męczennikiem ( „carosławia”), lub bohaterem ( wszechruskiej sprawy), to nie mógł być jednocześnie niewinną ofiarą.
Dołączył: 24 Sie 2006 Posty: 328 Skąd: Stadt Danzig
Wysłany: 2008-12-19, 15:31
Ze swej strony kończąc,,bo tak, czy tak - nikt nikogo nie przekona: M. Sandowycz siedział w wiezieniu; w jaki sposób będąc tam, zagrażał obronności państwa??? Wyciągnięto go z celi i rozstrzelano - zwykła zemsta jakichś durnych zupaków, zemsta za klęski , które wówczas ponosiła armia A-W.
b/o
_________________ "..generatio preterit, generatio advenit, nihilsque permanens est sub sole"
M. Sandowycz siedział w wiezieniu - to prawda. Ale po pierwsze nie siedział w więzieniu sam (byli i inni wieźniowie do ktorych docierały jego słowa), a po drugie miała z nim kontakt jego rodzina i przenmosila jego mysli i idee do srodowiska łemkowskiego ( inaczej skąd by wiedziano, co powiedzial przed śmiercią!).
A to wlaśnie zagrażąło obronności Austro-Węgier zarowno ze wzgledu na możliwość dywersji w terenie )(tj. w arcyważnym strategicznie Beskidzie Niskim) , jak i na niekorzystne oddziaływanie na ewentualnych żólnierzy narodowści łemkowskiej, czy innych prawoslawnych poczuwających sie do wszechruskości.
Po drugie - dywersanta, szpiega, prowokatora czy sabotazystę nie wystarczy w czasie wojny izolować. Trzeba go też przykładnie ukarać tak, aby zniechęcić innych ludzi do podobnych działań. Nie wystarczy tylko napisać, że takie czyny karane są śmiercia. Ludzie muszą wiedzieć, że tak sie dzieje naprawdę, bo inaczej dochodza do wniosku, ze państwo jest slabe i co innego mowi i oglasza a co innego robi.
Nie chodzi tu więc o żadną zemstę, lecz o działanie odstraszajace i prewencyjne mające zapobiec (lub przynajmnej ograniczać) niekorzystnym postawom w sytuacji zagrozenia wojennego.
W momencie upadku Lwowa władze AW nie mogły sobie pozwolić na to, aby poglądy i postawy prorosyjskie były szerzone w ważnym punkcie strategicznym monarchii i na to aby nie zostaly one przykładnie ukarane.
Żadne państwo w tej sytuacji nie postapiłoby inaczej. Błędem natomiast i uchybieniem było to, ze nie zwołano ad hoc sądu wojennego, gduyz sprawa była oczywista i prosta, a wyrok nieunikniony. Tak samo robiły zreszta władze rosyjskie ze schywatnymi legionistami pochodzącymi z zabioru roisyjskiego, ząs Wlosi i Francuzi rozstrzreliwali swoich prawdfziwych i domniemanych sabotażystów, dezerterów i szpiegopw ze znacznie błachszych i mniej udokumentowanych powodów.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach